Gdy bierzemy do ręki książkę w twardej oprawie, z wytłoczeniami, wyzłacanymi literami i rysunkami, z wyraźnym motywem niebieskich cierni, to spodziewamy się, że w środku znajdziemy niezwykły papierowy skarb. Rzeczywiście wewnątrz „Języka Cierni” czeka na czytelnika nie tylko kolorowy tekst, w odcieniach niebieskiego i czerwonego, ale także liczne zdobienia, a po ukończeniu każdej z sześciu opowieści – rozrysowana na dwie strony ilustracja finałowa. Niemal na każdej stronie umieszczony został graficzny motyw (w formie częściowej ramki przy tekście), nawiązujący do tematu opowiadania i „rozwijający się” wraz z postępem fabuły (!). To jak dodatkowa historia do „odczytania”, która podpowiada, jakiego zwrotu akcji możemy się zaraz spodziewać.
Jednak nie tylko ilustratorce, Sarze Kipin, należą się oklaski. Poza niezwykłą oprawą graficzną i dbałością o odpowiedni klimat i detale, czekają na nas baśnie równie zajmujące, co nietypowe. Baśnie z przesłaniem, ukrytą krytyką ludzkich przywar, w tym chciwości, dumy czy tchórzliwości. Odrzucony, bestialski książę, sprytny lis, racząca się frykasami wiedźma, rozmawiający z wodą akwatyk, genialny i zachłanny twórca zabawek, sildroherki o syrenich głosach, to tylko część z niezwykłych postaci, jakie znajdziemy na kartach „Języka Cierni”. W tekstach odnajdziemy echa znanych nam, klasycznych opowieści, ale nawet te zaskakują nieszablonowym rozwinięciem i finałem.
Zbiór ten jest częścią uniwersum Griszów, więc nada się dla każdego fana twórczości Leigh Bardugo, polecam jednak i tym, którzy (jak ja) pierwszy raz zetknęli się z jej utworami. Bardzo zachęcający wstęp do zanurzenia się w wykreowanych przez autorkę światach. W Bibliotece Dziecięco-Młodzieżowej „Język Cierni”, jak i inne książki Bardugo, znaleźć można w dziale z fantastyką.
Tekst i zdjęcia: mkc








