Tomek ma niezwykle bujną wyobraźnię i przez to często pakuje się w tarapaty. Szczególnie, że w jego zmyślonych przygodach towarzyszy mu niewidzialny przyjaciel – Gostek. Ten to dopiero ma fantazyjne pomysły! Od polowań na trolle, poprzez napad na muzeum, aż do ratowania dzieci przed grupą straszliwych potworów. A najgorsze, że po takich zabawach wszyscy wokoło są wściekli na Tomka, choć ten tylko próbuje uratować świat przed skrywającym się w nim złem. A to przybiera różne postaci – trolla, złego króla, wiedźmy… tylko dziwne, że zwykle po misji wrogowie zamieniają się w wychowawczynię, tatę lub pana Trollowskiego…
Mimo przygodowych wątków i sporej dawki humoru, to powieść, która dotyka przy tym trudnego problemu, jakim są dziecięce zaburzenia psychiczne. Ale nie, nie jest to żaden poradnik czy „książka wsparcia”, bo w tekście triumfuje przekonanie, że to fantazja i nietypowość są prawdziwie warte uznania. To, co z początku wydaje się bzdurnymi wymysłami, może okazać się bardziej rzeczywiste, niż wydaje się dorosłym.
Uważam, że pomysł na tytuł i jednocześnie imię dla zmyślonego przyjaciela jest naprawdę chwytliwy, tak prosty, a taki swojski – po prostu Gostek, Gościu. I to jego paniczne „Przerwać misję! Przerwać misję!”. Ciekawy był też motyw z wprowadzeniem słyszącej głosy Luny, w wątku z Domem Dobrej Nadziei, jako pewnego zrównoważonego i ponurego kontrastu dla żywiołowości i barwności Tomka.
Treść powieści jest zaskakująca, choć z początku wydawało mi się, że będzie dość przewidywalną opowiastką dla dorastających chłopców, którym ciężko pożegnać się z młodocianymi wygłupami i zmyślonymi przyjaciółmi z dzieciństwa. W „Gostku” kryje się jednak o wiele, wiele więcej. Ten nagradzany holenderski autor nie tylko potrafi wciągnąć w narrację, ale i przekonać czytelnika do swojego zdania. Bo po przeczytaniu odbiorca ma już całkowitą pewność, że świat bez wyobraźni i odrobiny „nienormalności” to tylko szara, nudna masa.
Duże, barwne ilustracje wyglądaj trochę jak obrazy malowane akwarelą lub pastelami. Wykonane zostały w dziecięcym stylu, ale z bogactwem deseni i wprawiającą w oczopląs wzorzystością. Nietypowo ubogacają całość.
Myślę, że ta książka zdecydowanie bardziej spodoba się chłopcom. Przy tym polecam lekturę również dla rodziców, którzy mają dziecko ze zbyt wybujałą fantazją, by dzięki nowej perspektywie lepiej je zrozumieli. „Gostka” można wypożyczyć w Bibliotece Dziecięco-Młodzieżowej, tymczasowo schował się między kartkami powieści, ale kto wie, kiedy z nich wyfrunie, by zrealizować kolejny, wspaniały, mistrzowski plan.
Tekst i zdjęcia: mkc







