Są książki, które niebezpiecznie jest otwierać. Ana to introwertyczka kochająca książki i unikająca niebezpieczeństw, jej rodzice nie rozumieją jej zachowawczego podejścia, próbując przekonać ją do przyjazdu do nich, do wielkiego miasta. Główna bohaterka woli jednak pracę jako pomoc w bibliotece w miasteczku Attwan. Nie ma pojęcia, że to właśnie w tym spokojnym azylu spotka ją wielka przygoda i to z kategorii tych, których człowiek nie szuka z własnej woli. W jednaj z książek mieszka czarownik Theodore Ashworth i kusi Anę ogromną mocą, którą będzie w stanie ją obdarować, jeśli dziewczyna go uwolni.
Ciekawym zabiegiem jest poprzedzanie niektórych rozdziałów krótkimi cytatami oznaczonymi datą i informacją, jak wiele dni pozostało do skończenia świata. Z treści dowiemy się przykładowo, że żyć w książce jest dość nudno – po prostu trwasz otoczony własnymi myślami albo tego, jak stać się mistrzynią unikania podejmowania decyzji, przy tym w treści znalazło się sporo miejsca na opisy pracy bibliotekarza. Obok tego jest i historia magii, frakcje czarowników i czarownic, wojny i konflikty, magia zaklęć i uroków przeciwko magii krwi, a później lista nietypowych ingrediencji, które będą niezbędne do rytuału uwolnienia, a potem sporo ucieczek. Nie obędzie się bez intryg i błędów, które przez wiele kolejnych stron trzeba będzie naprawiać.
Projekt ilustracji na okładce jest dziełem Aleksadry Czerw i rzeczywiście przyciąga uwagę. Motyw ognia i płonących kartek, krwistej, wijącej się czerwieni krwi oraz ładnej, szczupłej i młodej dziewczyny (głównej bohaterki Any) wkomponowanych artystycznie w ramkę to bardzo udany projekt. Podobnie szkic płomienia umieszczony na dole każdej ze stron jest wyróżniającym motywem, przy czym buduje też lekkie napięcie w czytelniku, który zastanawia się, kiedy ten ogień w fabule w końcu wybuchnie.
Podsumowując: jeżeli po dokładnym obejrzeniu okładki, przeczytaniu opisu na tyle i początkowego ostrzeżenia wyrobicie sobie pewne wyobrażenie o tym, co powinno znaleźć się na stronach tej powieści, to pewnie w pięćdziesięciu procentach traficie bez błędu. „A potem nie było już niczego” jest po prostu mocno przewidywalną książką… tak do połowy. Pojawienie się nietypowego pomocnika w jednej czwartej treści oraz sposób korzystania z magii przez Anę, palenie książek (?!), nowe światło rzucane na znane postaci oraz magiczne stworzenia nieco dynamizują historię i wprowadzają ciekawsze wątki, dodając nawet motywy postapokaliptyczne. Wtedy już tekst czyta się przyjemniej i akcji również pojawia się więcej. Nie da się jednak ukryć, że piękna graficzna oprawa kryje dość przydługą historię z mnóstwem dialogów.
Książka ta to niezły wybór, jeżeli lubicie fantastykę osadzoną we współczesności, z kobiecą bohaterką w tle i motywem magii oraz mrocznego, opętanego wizją „naprawy” świata antagonisty. Za to kiepski, gdy szukacie tekstów bardziej skręcających w stronę fantasy, wyrazistych, mocno wciągających, przepełnionych przygodami i zwrotami akcji – tych cech jest tu znikoma liczba. Zadecydujcie – może to powieść właśnie dla Was, ale pamiętajcie przestrogę ze skrzydełka: „Niektórych książek nie powinno się otwierać…” ;).
W Bibliotece Dziecięco-Młodzieżowej „A potem nie było już niczego” znajdziecie w dziale fantastyczno-realistycznym.
Tekst i zdjęcia: mkc